niedziela, 25 grudnia 2016

Świąteczny DIY

Kochane Myszaki, z okazji świąt przychodzę do Was z małym kursikiem. Możliwe, że podobnych tutoriali w sieci jest pełno, zwłaszcza na pintresie, jednak dzisiaj podam Wam mój pomysł na papierowe torebki śniadaniowe, które zostały przeznaczone do wręczania pierniczków ☺

Potrzebne nam będą oczywiście papierowe torby, markery metaliczne, sznurek, ścinki czarnego sztywnego papieru, dziurkacz, nożyczki, tusz czarny, (w mim przypadku) ręcznie robiony stempel "gwiazdeczki", szabloniki choinek,gwiazdek, bałwanków i co Wam jeszcze wpadnie do głowy ☺ Ja w tym celu użyłam gotowych filcowych dekoracji.


Odrysowujemy wybrane kształty metalicznym markerem. Tutaj były to choineczki, obok siebie, a po środku zdecydowałam się na umieszczenie szablonu :) Szalejemy!


Rysujemy, odbijamy gwiazdeczki, bawimy się brokatem... Pamiętajmy jednak o zawinięciu góry torebki na dwa-trzy razy. Robimy wtedy dziurkaczem otwór na sznureczek, który również możemy podkreślić markerem.


Na ścinkach czarnego papieru odrysowujemy tagi i wycinamy je wraz 


Domyślacie się zapewne po co był nam sznurek? :) Przyczepiamy Taga do torebki - będzie pełnił funkcję zamknięcia. 


A tak prezentują się gotowe torebeczki. Wydaje mi się że w sieci mówi się na ten styl eko-minimalizm? Ale mogę się mylić. Jak znacie inną klasyfikację podzielcie się nią ze mną w komentarzach :)


A tutaj jeszcze wersja czarno-srebrna: 


Moje torebusie zgłaszam na wyzwania: 


oraz 


I oczywiście, moi Drodzy, chciałabym, Wam życzyć wszystkiego. ale naprawdę wszystkiego najlepszego, ciepłych rodzinnych świąt, masy prezentów i spełnienia marzeń :) Wesołych świąt Myszaki!

Twisted Mouse



wtorek, 20 grudnia 2016

Nareszcie święta

Kochane Myszaki, czy też tak macie, ze kiedy na coś czekacie to czas się wlecze i wlecze... a potem nagle to "już" ?

U mnie tak jest praktycznie co święta. E, jeszcze tyle czasu - dwa miesiące, półtorej, miesiąc... a potem nagle zostaje tydzień, ostatnie zaliczenia na uczelni + kilkanaście projektów które czekają na wykończenie, zapakowanie i ulokowanie pod choinką. 

Ech. 

Nie żebym tego nie lubiła, ale jednak grudzień to miesiąc w całym roku, w którym w całej okazałości mam okazję poczuć konsekwencje swojego niesystematycznego zachowania.

Mikołaj nie byłby zadowolony :( 

Ale udało się, po raz pierwszy w swojej karierze rękodzielnika mogę się pochwalić pracą świąteczną na tyle dni przed Wigilią! 

A oto ona: 


Zmediowany słoiczek po... bodajże jakimś sosie z naszej ulubionej Biedronki. Czy jakiejś fasolce po bretońsku... najważniejsze że produkt przeznaczony przeze mnie do recyklingu :)


Pracę zaczęłam od pokrycia całości kilkoma warstwami ciemnej, brązowej farby (tap, tap, tap ...) następnie jednoskładnikowy lakier do spękań i na samą górę szarą farbę, której odcień samodzielnie wybełtałam. 


I teraz to już z górki: podarte papierki, poprzeplatane kawałkami tektury/kartonu, żeby nadać trójwymiarowości, kawałek kwiatka, gaza, cekiny, papierowa serwetka...Ha, filcowy reniferek! Jest cudny, a dodatkowo ten kolor <3


A jako wisienki na torcie poisencje ręcznie robione, dalej bez wykrojników, z białego papieru czerpanego. Płatki potuszowałam nowym nabytkiem: szarym tuszem z zestawu Memento Drop Stoune Mountain od Tsukineko zakupionego w ramach bonu upominkowego sklepu Na Strychu, który dostałam na urodziny od zgrai Historyków - Dziękuję :* 

Słoiczek, który już od tygodnia pełni funkcje stojaczka na zestaw przyborów kuchennych (nadając kuchni chociaż odrobinę świątecznej atmosfery), zgłaszam (tradycyjnie w ostatniej chwili) na wyzwanie do Lemonade:


 Wyzwanie #13 - Mroźno / Challenge #13 - Frosty



I, Drogie Myszaki, gdybym (mimo ambitnych planów) nie pojawiła się tutaj w najbliższym czasie, chciałbym Wam życzyć
świąt niezapomnianych, rodzinnych, wesołych... hojnego Mikołaja i żeby potrawy nie szły w boczki ;)

Myszaki, a Wy jakie wolicie święta? Szalone, zakręcone i pełne wrażeń, czy raczej spokojne, rodzinne, będące prawdziwym oderwaniem od całego świata? 

Pozdrawiam 
Twisted Mouse



sobota, 19 listopada 2016

Samodzielnie wykonana komódka na kosmetyki

W ostatnim czasie stanęłam przed nie lada wyzwaniem. Wiecie jak to jest, kiedy zbliżają się urodziny bliskiej przyjaciółki, a ona profilaktycznie dwa tygodnie przed, zaczyna "delikatnie sugerować" co jej się skrycie marzy? 
Mnie spotkało coś takiego we wrześniu, przy okazji urodzin Magdy (buziaki :*), która uskarżała się na problemy z organizacją i przechowywaniem kosmetyków. Odbyłyśmy też z dwie czy trzy rozmowy o uroczych komódkach, organizerach z szufladami, które widziałyśmy czy to w internecie czy to przy okazji innych zakupów. Było więc jasne, co chce jej podarować :)

Postanowiłam wykonać taką komódkę z szufladami sama. Od podstaw. W końcu nie po to uprawia się rękodzieło, żeby chodzić na łatwiznę, prawda? 

Zaczęłam oczywiście od szybkiego projektu na kartce, zakupienia podstawowego materiału, czyli tektury 3mm, dorwałam linijkę oraz krokodylka i wzięłam się do roboty. 

Od razu stało się jasne, że sprawa nie jest tak prosta jak mi się wydawało. Teoretycznie przy odmierzaniu poszczególnych kawałków korzystałam z tej samej linijki, z tego samego ołówka, a jednak za każdym razem musiałam docinać bliźniacze ścianki. Klej nie wiązał też tak szybko jak powinien. I oczywiście utrzymanie elementów w odpowiedniej pozycji... 

Ostatecznie jednak udało się, a oto efekty:


Komódka, otwierana od góry, z dwoma szufladami. Tekturowy szkielet obkleiłam kartkami z starej książki i pokryłam bardzo cieniutką warstwą białej farby, tak by literki prześwitywały. Gdy wszystko dobrze wyschło wzięłam się za ozdabianie :)


Zaczęłam od kompozycji z niebieskich kwiatów, która następnie rozrastała się m.in. o portret młodej panienki, dodatkowo postarzony spękaniami (niestety za dobrze nie widać tego na zdjęciach), motyka pokrytego holograficznym pyłkiem (pięknie mieni się na delikatny różowy kolorek), tekturkowe napisy z życzeniami po niemiecku, wzór plastra miodu który wyklejałam z podłużnych koralików... itd. 


Największym wyzwaniem były tu jednak szuflady. Po pierwsze po obklejeniu nie koniecznie chciały się chować i wysuwać jak powinny. Po drugie, wykończenie wewnątrz: jedną z nich obkleiłam mięciutką pianką, którą następnie ukryłam pod materiałem (czy to ma jakąś konkretną nazwę? nie jestem pewna :)). Wiedząc jednak o przeznaczeniu komódki, drugą wykończyłam na twardo - warstwa papieru pomalowana na czarno i polakierowana (dla pewności). 


Wieczko... taaaak :) W oryginale miało być przymocowane na wstążkowych zawiasach, jednak przy takiej ilości ozdób bałam się ich przeciążenia (^^) postawiłam więc na malutkie, ale bardzo silne magnesiki umieszczone na wierzchołkach. Uważam to za o wiele praktyczniejsze rozwiązanie. W ten sposób powstała kolejna przestrzeń na kosmetyki, która podobnie jak zewnętrzna część została wyklejona kartkami z książki i zabezpieczona lakierem. 


A tak oto prezentuje się z odrobiną moich kosmetyków :)

Ta komódka to największy do tej pory wykonany przeze mnie projekt scrapowo-decoupageowy, i szczerze powiedziawszy, nie jestem pewna kiedy znów podejmę się czegoś takiego... Nie mówię jednak, ze mi się nie spodobało. Wprost przeciwnie, tworzenie przedmiotu, a nie jedynie ozdabianie gotowego produktu, daje nieporównywalnie większą satysfakcję :)

Chociaż szczera radość Madzi, jeszcze większą :*

Wiem jednak, że muszę nabrać trochę wprawy, postanowiłam więc skupić się teraz na trochę mniejszych formach - mam nadzieję, że niedługo będę mogła pochwalić się efektami ;)

Co sądzicie? Czy taka komódka będzie praktyczna? Jakie Wy macie sposoby na przechowywanie kosmetyków? 

Buziaki i pozdrowionka Myszaki :*:*
Twisted Mouse

PS: A, zapomniałabym, komódkę zgłaszam na wyzwanie sklepu FILIGRANKI




piątek, 21 października 2016

Ślubnie

Wszystkim Uleczkom z okazji imienin życzę zdrowia, szczęścia słodyczy... i żeby spełniło się to wszystko co dzisiaj usłyszałyście od bliskich...
Dla mnie to wyjątkowy dzień - oprócz imienin obchodzę również urodziny, kurcze, już 26! Jak ten czas leci, jak szalony ... Ale teraz nie o tym :)

Pochwalę się dzisiaj kartką wykonaną dla mojej przyjaciółki wybierającej się na ślub naszego wspólnego znajomego z studiów. Jak dla historyka przystało, kartka kopertowa w stylu vintage:


Cieniując ozdobny papier po raz pierwszy miałam okazję bawić się tuszami Distress zakupionymi w wyśmienitej cenie w sklepie Scrapek , w którym zrobiłam zakupy na samym początku wakacji, ale paczkę mogłam rozpakować dopiero niedawno. Długo nie mogłam się zdecydować, które kolory wybrać, ostatecznie na pierwszy ogień wybrałam czarny (black soot) oraz ciemny brąz (walnut stain). OMG, jak one się pięknie zlewają! Razem dają piękny efekt starego papieru :)


W środku, jak to w kartce weselnej musiało znaleźć się miejsce na najszczersze życzenia oraz kieszonka na pieniądze na nową drogę życia :) Trochę pokombinowałam i udało mi się zmontować kieszonkę zamykaną na magnesiki (dla pewności;)) 


A tak oto kartka się prezentuje w środowisku... półkowym :P


Jako, że ozdobiona w większości papierem w kropeczki, kartę posyłam na wyzwanie w DECU Style:


Buziaki Wszystkie Myszaki! A Młodej Parze jeszcze raz wszystkiego najlepszego!
Pozdrawiam 
Twisted Mouse ^^

niedziela, 26 czerwca 2016

Ponoć szewc w dziurawych butach chodzi...

Cześć Myszaki, witam wszystkich w tą UPALNĄ niedzielę...

Mam nadzieję, że tą okropną temperaturę znosicie lepiej ode mnie :)

Wiem, wiem, że dawno mnie tu nie było, mimo pięknego maja w którym udawało mi się w każdym tygodniu publikować jakąś pracę, w czerwcu to moja pierwsza wizyta tutaj... Sesja to mroczny i ciemny czas dla wszystkich studentów ;)

Wprawdzie najgorszy tydzień jeszcze przede mną, zostało mi 4 i pół egzaminu, a ja zamiast się uczyć, coś ogarniać bawię się mediami. Albo sprzątam pokój...

Sesja = jedyny okres kiedy mój pokój lśni.

Znacie to skądś? Czy blaski i cienie życia studenckiego jeszcze przed Wami? 

Wracając do dzisiejszej pracy, zrobiłam wreszcie coś całkowicie, jedynie dla siebie... zazwyczaj moje prace trafiają z różnych okazji w inne ręce, przez co całkowicie wydaje się powiedzonko o szewcu... Ech, no, może w 90% dla mnie - ostatecznie ten twór trafi do pokoju mojego chłopaka, żeby zawsze czuł mój baczny wzrok na sobie (i był grzeczny^^). 


Oto jest, pierwsze moje LO (layout), czyli pojedynczy scrap w którego centrum znajduje się dowolne zdjęcie. I to właściwie jedyny punkt wspólny dla wszystkich LO, gdyż występują one w różnych kształtach (chociaż najpopularniejszy to chyba 30x30 cali = arkusz dużego papieru do scrapbookingu), kolorach, wzorach... jak w większości dziedzin rękodzielniczych i tutaj ogranicza nas jedynie wyobraźnia!


Mój 'tworek-potworek' powstał na bazie zdjęcia wykonanego X lat temu mojej skromnej osobie przez Ewelinę Ś. , w klimacie vintage. I też starałam się żeby cała praca była w tym duchu. Za bazę posłużyła mi mała antyrama, do której szkło dawno już zniknęło w nieznanych okolicznościach ;)



Całe LO powstało w szarościach, srebrze i czarnych elementach. Jak stwierdziła moja siostra, wyglądało dość... pogrzebowo ;p dodałam więc niebieskie i błękitne chlapnięcia, by jednak trochę rozweselić pracę. Użyłam też, po raz pierwszy w taki sposób, błękitnych mikrokulek. 


I tak powstała praca vintage, 'rozweselona' błękitami, spełnia więc wytyczne do wyzwania 13arts:


Użyta została pasta strukturalna, mikrokulki, konturówki, kredki akwarelowe... więc wysyłam pracę również na wyzwanie w 123scrapujty: 


Komponując LO posłużyłam się mapką z wyzwania thescrappysketches (chociaż ostatecznie moja interpretacja jest... dość luźna ;)) : 


Jednocześnie wiem, że zaraz po egzaminach wyjeżdżam, nie wiem jak to będzie z internetem, więc wszystkim Myszakom chciałabym życzyć wspaniałych, szalonych, gorących, zakręconych i przede wszystkim twórczych WAKACJI ! 

Pozdrawiam 
Twisted Mouse

czwartek, 26 maja 2016

Dla Tej, bez której nas by tu nie było...

Wszystkim wielkie "Cześć!"

Też macie takie tygodnie w których wszystko leci z rąk, snu jest tyle by jako tako funkcjonować, wszyscy wydają się wrogo nastawieni i nieważne ile byście się nie starali i tak nic nie wychodzi? Oprócz zmęczenia bokiem? 

Otóż ja też nie. U mnie, jak już się zacznie to potrafi to trwać cały miesiąc albo i więcej.

Mam wrażenie, że od kiedy na majówce wzięłam się za organizowanie sobie czasu (żeby mieć go więcej) doba została skrócona i wszystko jak na złość wychodzi na opak. 

Ale to tylko taka mała dygresja mimochodem ;)

Dzisiaj przybywam tutaj z kolejnym magnesem z na lodówkę, wykonanym w technice mix mediowej (a przynajmniej się starałam;))



Na sklejce w kształcie motyla powstał miniaturowy staw. Czego w nim nie ma? Użyłam sznurka guzików, koralików (kilku rodzai), ćwieków, pasty strukturalnej, cekinów, naklejanych diamencików, siateczki...



Cała kompozycja została pokryta kilkoma warstwami różnokolorowych mgiełek własnej roboty. Nie obyło się też bez czarnego tuszu czy kwiatków, również ręcznie wykonanych.  


To wszystko jest jednak jedynie tłem dla napisu ze sklejki, ozdobionym przeze mnie białą farbą i wygrzebanym z szafy pyłkiem holograficznym. I chociaż nie widać tego za bardzo na zdjęciach, pięknie połyskuje delikatnym, pudrowym różem...
Tekturka zakupiona  Na Strychu (TUTAJ)


A tak prezentują się oba magnesy, jeszcze przed odebraniem tego ostatniego przez zleceniodawce ;) Jak widzicie oba są całkiem spore, mimo to nie osuwają się, nie odpadają. 

I mimo późnej pory chciałabym super kobietom, którym nie ma równych, czyli wszystkim MAMĄ złożyć najserdeczniejsze życzenia :* Bez Was ten świat byłby straszny :*

A magnesik zgłaszam na:




i jak szaleć to szaleć,

Nazbierało się tego trochę... ale co tu się dziwić, to jedno z najpopularniejszych świąt, obchodzone przez wszystkich :)

A co Wy przygotowaliście na ten dzień dla Mamy? 

Buziaczki Myszaki :*
Twisted Mouse

środa, 18 maja 2016

Siostrzyczka

Drogie Myszaki!

Dzisiaj (wyjątkowo) postaram się krótko i treściwie: późna godzina, a tyle prac czeka na wykończenie... więc bez dłuższych wstępów prezentuję siostrę bliźniaczkę kartki z poprzedniego postu:



Karteczka dla Natalii powstała według tego samego schematu jak poprzedniczka, ale o ile tamta powstała w oparciu o ścinki z UHK Gallery: Sklepy Cynamonowe - Mushrooms czyli piękne szarości z specyficznym złamanym zgniłozielonym (żeby samemu określić jaki to kolor patrz: Ach, ta pełnoletność...), prezentowana dzisiaj siostrzyczka została sklejona z resztek bloczku Galerii Papieru: Wielki Błękit.



Kartka ozdobiona samotnym kwiatem jabłoni, które produkuje własnoręcznie, bez wykrojników, ale o tym szerzej też już kiedyś pisałam (patrz: Wielki (mały) powrót), z tą różnicą, ze tutaj pręciki są już kupne ;)
 Jednak było jakoś tak pusto... pojawiło się więc urocze ptaszysko, wycięte z tego samego kartonu ozdobnego co baza kartki :)



W środku oczywiście miejsce na ręcznie pisane życzenia w formie uroczej etykietki. 
Sztalugową formą kartki możemy się cieszyć dzięki imieniu jubilatki wklejonym na kosteczkach 3D. 



Niniejszą kartę zgłaszam na wyzwanie  w Diabelskim Młynie:



Inspirując się kolorami z moodboardu (błękitny, biały żółty, różowy).

Te same kolory kwalifikują ją do wyzwania w Art Piaskownicy:



A na koniec pochwalę się malutkim sukcesem - moja praca Pozdrowienia z ula... została wyróżniona w wyzwaniu Projektu Wagi ciężkiej! Zwycięski banerek możecie podziwiać na pasku bocznym ;) Jestem taaaka duma! 

I miało być krótko i zwięźle a wyszło jak zwykle... 

A Wam która z siostrzanych karteczek bardziej przypadła do gustu? 

Twisted Mouse
:*



Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.